Bartek Biedrzycki

Wywiad z Bartkiem Biedrzyckim

Ciekawi Was jak mogłaby wyglądać Warszawa po wojnie nuklearnej? Co się stanie z mieszkańcami stolicy po totalnej zagładzie?
Mnie tak, dlatego postanowiłem porozmawiać z Bartkiem Biedrzyckim i jego najnowszej książce Dworzec Śródmieście.

Dworzec.Śródmieście.banner

Łukasz: Witaj Bartku, ostatnio miała miejsce premiera Twojej ostatniej książki „Dworzec Śródmieście”. Czy na początek mógłbyś przybliżyć nam, o czym opowiada książka?

Bartek: W tzw. telegraficznym skrócie o upadku cywilizacji. Szerzej rzecz ujmując, jest to historia ludzi, którzy ocaleli w Warszawie po globalnej wojnie termonuklearnej. A wdając się w szczegóły, jest to trzeci tom trylogii, opowiadającej o życiu w polskiej stolicy po upadku świata takiego, jakim go znaliśmy.

Ł: Właśnie, trzeci tom trylogii, czyli jest to zakończenie przygód Borki. Nie czujesz czegoś w rodzaju smutku na myśl o tym, że w tej trylogii już nic nie powstanie?

B:Nie. Wręcz przeciwnie, jest coś, co uświadomił mi Marcin Podlewski na premierze – zamknąłem projekt, sfinalizowałem go, opowiedziałem całą historię. Było takie tam coś, po łacinie, o egzekucji monumentów. Bardzo się cieszę, że dotarłem do tego momentu – wszystkie wątki są domknięte; przynajmniej te ważne, główne, bo wiadomo, że jakieś luźne końce w postaci Obywatela zostały, ale one nie są kluczowe dla fabuły.

Gdybym miał wracać do tego świata, to będą to raczej spin-offy i opowieści o innych postaciach. Tak, jak w opowiadaniu „Śnieżyca” – w odróżnieniu od poprzednich tekstów, ten nie wnosi do fabuły nic konkretnego, poszerza świat „w bok”, nie dokładając elementów do historii Borki. Na takie teksty jest jeszcze miejsce, więc może kiedyś?

Ł: Czyli możemy się spodziewać powrotu do tego świata w Twoim wykonaniu?

B: Na obecnym etapie mogę jedynie odpowiedzieć – nie wiem. Mam kilka pomysłów, ale ten sztandarowy pasuje dobrze do dowolnego świata, nie tylko do tego. Chwilowo chciałbym popracować nad czymś innym, postapokalipsą jestem przesycony i jako czytelnik i jako autor.

Ł: W takim razie czego teraz możemy oczekiwać spod Twojego pióra?

B: Teraz „siedzę w kosmosie”. Pracuję nad dwoma książkami, które rozgrywają się raczej ponad ziemią. Jedna to space opera w alternatywnej historii, a druga to książka dokumentalna, o radzieckim programie załogowych baz orbitalnych. Trudno mi jednak powiedzieć, co i kiedy skończę.

Ł: A jak sprawa ma się z kolorem zielonym w Fabrycznej Zonie? Są jakieś plany? Jacyś nowi autorzy zgłaszają swoje prace?

B: Na razie Dominika Węcławek pisze drugą książkę, tyle mogę powiedzieć bez spekulacji.

Ł: Ciekawi mnie ja wyglądała sprawa ilustracji w książce. To Ty wybierałeś momenty, do których mają się one pojawić, czy nie miałeś na to wpływu?

B: Ja. W przypadku ilustracji pracowaliśmy z Robertem Adlerem dość swobodnie, bo to nie pierwszy nasz wspólny projekt. Ja wybierałem miejsca, gdzie ma być ilustracja, wskazywałem odpowiedni fragment tekstu i w razie potrzeby dodatkowe wskazówki, jeśli chciał. On projektował postać, wystrój, w zasadzie wszystko – tak naprawdę to kilka postaci on dokładniej przedstawił niż ja.

Raz tylko mieliśmy wpadkę, która poszła do druku, mianowicie akcja rozgrywa się na innej stacji, niż wynika to z ilustracji – widać to po zupełnie innym sklepieniu…

Ł: Czy uważasz, że w świecie który wykreowałeś faktycznie mogliby żyć ludzie, czy nieco nagiąłeś pewne fakty i zjawiska?

B: „Nieco”, to łagodne określenie w niektórych wypadkach. Na przykład instalacje podziemne jak metro czy dworzec Śródmieście nie stanowiłyby dostatecznej ochrony przed promieniowaniem w przypadku faktycznej wojny. O uderzeniu bomby w ogóle nie mówimy.

Jeśli chodzi o resztę, to jeśli pominiemy fantazje w postaci mutantów, to myślę, że jest to po prostu nieprzyjazny, jałowy i zimny świat. A ludzie żyją na Grenlandii, więc i tutaj jakoś daliby radę.

Przy czym myślę, że zastanawianie się nad tym, to trochę błąd – czytając takie utwory dokonujemy zawieszenia niewiary. Cofnięcie tego warunku chyba mija się z celem (śmiech).

Ł: Tworząc bohaterów można wyraźnie dostrzec, że wzorowałeś się na osobach rzeczywistych, jak wcześniej wspomniany Marcin Podlewski. Czy wszyscy bohaterowie z książki faktycznie istnieją?

B: W żadnym wypadku!

Tak naprawdę, to „postaciom głosów użyczyli”, a konkretnie nazwisk, wyglądu zewnętrznego i trochę osobowości różni ludzie. Czasem, jak w przypadku kapitana Raczkiewicza, była to kreatywna zmiana, ale zakorzeniona w naszym świecie, czasem tylko nazwisko, wygląd, jakiś drobiazg u trzecioplanowej postaci, wygranej w konkursie. Czasem to było natomiast ważne – postać Walkirii Guzik, wylicytowana w WOŚP, w ogóle stała się podwaliną dla całego pomysłu Walkirii i ich części tego świata.

Natomiast to nigdy nie są „prawdziwi ludzie”, w przypadku Marcina Podlewskiego to była taka nasza wspólna kreacja – on rzucił pomysły, ja je sobie ubrałem w to, co potrzebne mi było do fabuły. Ja identycznie pojawiam się w jego „Głębi” – jako postać mocno przetworzona, chociaż bezdyskusyjnie ja.

Natomiast wszystkie postaci kluczowe dla tej sagi, bohaterowie pierwszoplanowi czyli Borka, Emilia, Zara, ale także ci z nieco dalszego planu, czyli Szturmowcy, Janka, Hanoi – to postacie autorskie.

No dobra, Hanoi był wzorowany na Wiktorze Coju z grupy Kino. Ale raczej z wyglądu i ogólnej rock’n’rollowej atmosfery, jaka go otaczała.

Ł: Czy jako autor, który na swoim koncie ma sukces literacki w postaci udanej i chwalonej trylogii miałbyś jakąś radę dla osób, które dopiero zaczynają pisać?

B:Dobrze, że nie spytałeś, skąd biorę pomysły (śmiech).

Rada jest jedna, jak przy wszystkim. Dużo pisać. Ja zacząłem pisać mając jakieś 12 lat, opublikowałem książkę mają 36. Oczywiście po drodze dużo się wydarzyło,to była moja pierwsza powieść, ale w druku debiutowałem już w 1996 – tyle, ze publicystyką.

Pisać, dużo pisać, dużo skreślać, dużo wyrzucać, po napisaniu pierwszego miliona znaków napisać drugi i wtedy dopiero zacząć się zastanawiać, czy to ma sens.

I dużo czytać. Dużo, różnorodnie, nie tylko to, co nas interesuje, ale poszerzać horyzonty. Nie być jak ten koleś z talent show, co słuchał tylko Staszka Sojki i okazało się, że bycie kopią mistrza nie czyni cię mistrzem.

Ł: Na koniec chciałbym Ci podziękować za poświęcony czas i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci wszystkiego dobrego w dalszej karierze pisarskiej i nie tylko!

B: Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich serdecznie!

 

Chcesz być na bieżąco z twórczością autora?

Lajkuj: https://www.facebook.com/BartekBiedrzyckiOficjalna
Lajkuj: https://www.facebook.com/Kompleks7215

Kupuj: http://www.empik.com/dworzec-srodmiescie-biedrzycki-bartek,p1135948221,ksiazka-p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + 13 =